encyclical
Redemptor Hominis
JAN PAWEŁ II NAJWYŻSZY PAPIEŻ, ENCYKLIKA REDEMPTOR HOMINIS DO SWOICH CZCIGODNYCH BRACI W EPISKOPATU, KAPŁANÓW, RODZIN ZAKONNYCH, SYNÓW I CÓREK KOŚCIOŁA ORAZ DO WSZYSTKICH MĘŻCZYZN I KOBIET DOBREJ WOLI NA POCZĄTKU SWEJ PAPIESKIEJ POSŁUGI Czcigodni bracia, drodzy synowie i córki pozdrowienia i błogosł
JAN PAWEŁ II NAJWYŻSZY PAPIEŻ, ENCYKLIKA REDEMPTOR HOMINIS DO SWOICH CZCIGODNYCH BRACI W EPISKOPATU, KAPŁANÓW, RODZIN ZAKONNYCH, SYNÓW I CÓREK KOŚCIOŁA ORAZ DO WSZYSTKICH MĘŻCZYZN I KOBIET DOBREJ WOLI NA POCZĄTKU SWEJ PAPIESKIEJ POSŁUGI
Czcigodni bracia, drodzy synowie i córki pozdrowienia i błogosławieństwo apostolskie
I. DZIEDZICZENIE
1. Pod koniec drugiego tysiąclecia
Odkupiciel człowieka, Jezus Chrystus, jest centrum wszechświata i historii. Do Niego idą moje myśli i moje serce w tej uroczystej chwili świata, w którym żyje teraz Kościół i cała rodzina współczesnej ludzkości. W rzeczywistości ten czas, w którym Bóg w swoim ukrytym planie powierzył mi, po moim umiłowanym poprzedniku Janie Pawle I, służbę powszechną związaną z Katedrą św. Piotra w Rzymie, jest już bardzo bliski roku 2000. W tej chwili trudno powiedzieć, jaki ślad ten rok pozostawi na obliczu historii ludzkości lub co przyniesie każdemu narodowi, narodowi, krajowi i kontynentowi, pomimo już podejmowanych wysiłków, aby przewidzieć pewne wydarzenia. Dla Kościoła, ludu Bożego rozprzestrzeniającego się, choć nierównomiernie, do najodleglejszych granic ziemi, będzie to rok wielkiego jubileuszu. Zbliżamy się już do tej daty, która bez uszczerbku dla wszystkich poprawek narzuconych dokładnością chronologiczną przypomni i obudzi w nas w szczególny sposób naszą świadomość kluczowej prawdy wiary, którą św. Jan wyraził na początku swojej Ewangelii: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” 1, a gdzie indziej: „Bóg tak umiłował świat, że dał swego Jednorodzonego Syna, aby nie zginął, ale Życie wieczne” 2.
Znajdujemy się również w pewnym sensie w okresie nowego Adwentu, w okresie oczekiwania: „Na wiele i różny sposób Bóg mówił o dawnych naszych ojcach przez proroków; ale w tych dniach ostatecznych przemówił do nas przez Syna... „3 przez Syna, Jego Słowo, który stał się człowiekiem i narodził się z Dziewicy Maryi. Ten akt odkupienia wyznaczył szczyt historii człowieka w Bożym planie miłości. Bóg wszedł do historii ludzkości i jako człowiek stał się aktorem tej historii, jednym z tysięcy milionów istot ludzkich, ale jednocześnie wyjątkowym! Przez wcielenie Bóg nadał życiu ludzkiemu wymiar, jaki chciał mieć człowiekowi od samego początku; nadał ten wymiar definitywnie — tylko w sposób, który jest dla niego właściwy, zgodnie z jego wieczną miłością i miłosierdziem, z pełną wolnością Boga — i dał mu również łaskę, która pozwala nam rozważać grzech pierworodny i całą historię grzechów ludzkości oraz rozważając błędy ludzkiego intelektu wolą i sercem, aby powtórzyć ze zdumieniem słowa Najświętszej Liturgii: „O szczęśliwa wina... która zyskaliśmy tak wielkiego Odkupiciela! „4
2. Pierwsze słowa nowego pontyfikatu
To właśnie do Chrystusa Odkupiciela moje uczucia i myśli zostały skierowane 16 października ubiegłego roku, kiedy po wyborach kanonicznych zapytano mnie: „Czy akceptujecie? Odpowiedziałem wtedy: „Z posłuszeństwem w wierze Chrystusowi, mojemu Panu, z ufnością Matce Chrystusa i Kościołowi, pomimo wielkich trudności, akceptuję”. Dzisiaj pragnę przedstawić tę odpowiedź publicznie wszystkim bez wyjątku, pokazując w ten sposób, że istnieje związek między pierwszą podstawową prawdą o Wcieleniu, już wspomnianą, a posługą, która wraz z przyjęciem mojego wyboru na biskupa Rzymu i Następcę Apostoła Piotra stała się moim szczególnym obowiązkiem na Jego Stolicy Apostolskiej.
Wybrałem te same imiona, które wybrał mój ukochany poprzednik Jan Paweł I. Rzeczywiście, gdy tylko ogłosił Świętemu Kolegium 26 sierpnia 1978 r., że chce się nazywać Jan Paweł — takie podwójne imię było niespotykane w historii papiestwa — widziałem w nim wyraźną przepowiednię łaski dla nowego pontyfikatu. Ponieważ pontyfikat ten trwał zaledwie 33 dni, należy do mnie nie tylko kontynuować go, ale w pewnym sensie podjąć go ponownie w tym samym punkcie wyjścia. Potwierdza to mój wybór tych dwóch nazwisk. Podążając za przykładem mojego czcigodnego Poprzednika, wybierając je, pragnę, podobnie jak on, wyrazić moją miłość do wyjątkowego dziedzictwa pozostawionego Kościołowi przez papieży Jana XXIII i Pawła VI oraz moją osobistą gotowość do rozwijania tego dziedzictwa z Bożą pomocą.
Poprzez te dwa imiona i dwa pontyfikaty łączę się z całą tradycją Stolicy Apostolskiej i ze wszystkimi Moimi Poprzednikami w przestrzeni dwudziestego wieku i poprzednich wieków. Jestem połączony, jeden po drugim z różnych epok z najodleglejszymi, z linią misji i posługi, które przyznają Stolicy Piotrowej zupełnie szczególne miejsce w Kościele. Jan XXIII i Paweł VI są etapem, do którego pragnę bezpośrednio odnosić się jako próg, od którego zamierzam kontynuować, w pewnym sensie wraz z Janem Pawłem I, w przyszłości, pozwalając się kierować nieograniczoną ufnością i posłuszeństwem Duchowi, którego Chrystus obiecał i posłał swojemu Kościołowi. W noc poprzedzającą cierpienie powiedział do swoich apostołów: „Na twoją korzyść jest, że odejdę, bo jeśli nie odejdę, Radca nie przyjdzie do was; ale jeśli pójdę, poślę go do was” 5. „Kiedy przyjdzie Radca, którego poślę do was od Ojca, Duch prawdy, który pochodzi od Ojca, będzie mi świadczył; a wy też jesteście świadkami, ponieważ jesteście ze mną od początku” 6. „Kiedy przyjdzie Duch prawdy, poprowadzi was do całej prawdy; bo nie będzie mówił z własnej władzy, ale cokolwiek usłyszy, będzie mówił, i opowie wam, co ma nadejść” 7.
3. Zaufaj Duchowi Prawdy i Miłości
Dlatego w pełni powierzając się Duchowi Prawdy, wchodzę w bogate dziedzictwo ostatnich pontyfikatów. Dziedzictwo to zakorzeniło się w świadomości Kościoła w zupełnie nowy sposób, dosyć nieznany wcześniej, dzięki Soborowi Watykańskiemu II, który Jan XXIII zwołał i otworzył, a później został pomyślnie zakończony i wytrwale wprowadzony w życie przez Pawła VI, którego działalność sam mogłem obserwować z bliska. Nieustannie byłem zdumiony jego głęboką mądrością i odwagą, a także jego stałością i cierpliwością w trudnym okresie posoborowym jego pontyfikatu. Jako sternik Kościoła, szczeka Piotra, potrafił zachować opatrznościowy spokój i równowagę nawet w najbardziej krytycznych momentach, kiedy Kościół wydawał się być wstrząśnięty od wewnątrz, i zawsze utrzymywał niezachwianą nadzieję w solidności Kościoła. To, co Duch powiedział Kościołowi przez Sobór naszych czasów, to, co Duch mówi w tym Kościele do wszystkich Kościołów 8, nie może prowadzić do niczego innego - pomimo chwilowych niepokojów - ale jeszcze bardziej dojrzałej solidności całego Ludu Bożego, świadomego swego zbawczego posłania.
Paweł VI wybrał tę dzisiejszą świadomość Kościoła jako pierwszy temat w swojej podstawowej encyklice rozpoczynającej się słowami Ecclesiam Suam. Pozwolę sobie przede wszystkim odwołać się do tej encykliki i połączyć się z nią w tym pierwszym dokumencie, który, że tak powiem, inauguruje obecny pontyfikat. Świadomość Kościoła, oświecona i wspierana przez Ducha Świętego i coraz głębiej zagłębiająca zarówno Boską tajemnicę, jak i ludzką misję, a nawet jego ludzkie słabości — ta świadomość jest i musi pozostać pierwszym źródłem miłości Kościoła, ponieważ miłość z kolei pomaga wzmocnić i pogłębiać jego świadomość. Paweł VI pozostawił nam świadectwo tak niezwykle ostrej świadomości Kościoła. Przez wiele rzeczy, często powodujących cierpienie, które składały się na jego pontyfikat, nauczył nas nieustraszonej miłości do Kościoła, który jest, jak stwierdza Sobór, „sakramentem lub znakiem i środkiem wewnętrznej jedności z Bogiem i jedności całej ludzkości” 9.
4. Odniesienie do pierwszej encykliki Pawła VI
Właśnie dlatego świadomość Kościoła musi iść z powszechnym otwartością, aby wszyscy mogli znaleźć w Nim „niezbadane bogactwa Chrystusa” 10, o których mówi apostoł pogan. Taka otwartość, organicznie połączona ze świadomością własnej natury i pewnością własnej prawdy, o której Chrystus powiedział: „Słowo, które słyszycie, nie jest moje, ale Ojca, który mnie posłał” 11, nadaje Kościołowi apostolski, czyli innymi słowy, dynamizm misyjny, wyznający i głoszący w swojej integralności całą prawdę przekazaną przez Chrystusa. Jednocześnie musi kontynuować dialog, który Paweł VI w swojej encyklice Ecclesiam Suam nazwał „dialogiem zbawienia”, rozróżniając precyzyjnie różne kręgi, w których miał być prowadzony 12. Odnosząc się dziś do tego dokumentu, który przedstawił program pontyfikatu Pawła VI, ciągle dziękuję Bogu, że ten mój wielki poprzednik, który był również prawdziwie moim ojcem, potrafił ukazywać na zewnątrz prawdziwe oblicze Kościoła, pomimo różnych wewnętrznych słabości, które dotknęły go w okresie posoborowym. W ten sposób większość rodziny ludzkiej stała się, jak się wydaje, bardziej świadoma we wszystkich różnych sferach istnienia ludzkości, o tym, jak bardzo potrzebny jest Kościół Chrystusa, jego misja i służba ludzkości. Czasami świadomość ta okazała się silniejsza niż różne postawy krytyczne atakujące wewnątrz, wewnętrznie, Kościół, jego instytucje i struktury, kościelnych i ich działalność. Ta rosnąca krytyka była z pewnością spowodowana różnymi przyczynami, a ponadto jesteśmy pewni, że nie zawsze była bez szczerej miłości do Kościoła. Niewątpliwie jedną z tendencji, jakie wykazywał, było przezwyciężenie tego, co nazwano triumfalizmem, o czym często dyskutowano podczas Soboru. Choć słuszne jest, aby Kościół, zgodnie z przykładem swego Mistrza, który jest „pokornym sercem” 13, miał również pokorę jako podstawę, aby miał krytyczny sens w odniesieniu do wszystkiego, co składa się na jego ludzki charakter i działalność, i aby zawsze był bardzo wymagający wobec siebie, to jednak krytyka powinna mieć swoje słuszne granice. W przeciwnym razie przestaje być konstruktywna i nie ujawnia prawdy, miłości i wdzięczności za łaskę, w której stajemy się uczestnikami głównie i w pełni w Kościele i przez niego. Ponadto taka krytyka nie wyraża postawy służby, ale raczej pragnienie kierowania opinią innych zgodnie z własnymi, które czasami rozprzestrzeniają się za granicą w sposób zbyt bezmyślny.
Wdzięczność należy do Pawła VI, ponieważ szanując każdą cząstkę prawdy zawartą w różnych ludzkich opiniach, zachował jednocześnie opatrznościową równowagę sternika korytarza 14. Kościół, który powierzyłem mi przez Jana Pawła niemal zaraz po nim, nie jest wprawdzie wolny od wewnętrznych trudności i napięć. Jednocześnie jednak wewnętrznie jest bardziej wzmocniona wobec ekscesów samokrytyki: można powiedzieć, że jest bardziej krytyczna wobec rozmaitych bezmyślnych krytyków, bardziej odporna wobec różnych „nowości”, bardziej dojrzała w duchu rozeznawania, lepiej potrafi wydobyć ze swojego wiecznego skarbu „to, co nowe, co stare” 15, bardziej skupiającą się na własnej tajemnicy, a przez to wszystko więcej służące jej misji zbawienia dla wszystkich: Bóg „pragnie, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i przyszli do Poznanie prawdy” 16.
5. Kolegialność i apostolat
Mimo wszystkich pozorów Kościół jest teraz bardziej zjednoczony we wspólnocie służby i w świadomości apostolstwa. Ta jedność wywodzi się z zasady kolegialności, o której wspomniał Sobór Watykański II. Sam Chrystus uczynił tę zasadę żywą częścią Apostolskiego Kolegium Dwunastu z Piotrem na czele i nieustannie ją odnawia w Kolegium Biskupów, które coraz bardziej rośnie na całej ziemi, pozostając zjednoczone i pod przewodnictwem Następcy św. Piotra. Sobór nie tylko wspomniał o zasadzie kolegialności: dał mu ogromne nowe życie, wyrażając między innymi pragnienie stałego organu kolegialności, który Paweł VI założył powołując Synod Biskupów, którego działalność nie tylko nadała nowy wymiar jego pontyfikatowi, ale także została później wyraźnie odzwierciedlona w pontyfikacie Jana Pawła I i jego niegodnego Następcy od dnia ich rozpoczęcia.
Zasada kolegialności okazała się szczególnie istotna w trudnym okresie posoborowym, kiedy wspólne jednomyślne stanowisko Kolegium Biskupów, które przede wszystkim poprzez Synod pokazało swoją jedność z następcą Piotra, przyczyniło się do rozpraszania wątpliwości, a jednocześnie wskazywało właściwe drogi odnowy Kościoła w jego uniwersalnym wymiarze. Synod był bowiem źródłem między innymi tego istotnego impulsu ewangelizacji, który znalazł swój wyraz w adhortacji apostolskiej Evangelii nuntiandi 17, która została tak radośnie przyjęta jako program odnowy, zarówno apostolski, jak i duszpasterski. Tą samą linię podążano w pracy ostatniej zwyczajnej sesji Synodu Biskupów, która odbyła się około rok przed śmiercią papieża Pawła VI i poświęcona, jak wiadomo, katechezie. Wyniki tej pracy muszą jeszcze zostać uporządkowane i ogłoszone przez Stolicę Apostolską.
Ponieważ mamy do czynienia z oczywistym rozwojem form, w jakich wyraża się kolegialność biskupia, należy wspomnieć przynajmniej o procesie konsolidacji Narodowych Konferencji Episkopatów w całym Kościele i innych strukturach kolegialnych o charakterze międzynarodowym lub kontynentalnym. Odnosząc się również do wielowiekowej tradycji Kościoła, należy zwrócić uwagę na działalność różnych Synodów diecezjalnych, prowincjonalnych i narodowych. Była ideą Soboru, ideą konsekwentnie realizowaną przez Pawła VI, że tego rodzaju struktury, z wiekami próby Kościoła i inne formy kolegialnej współpracy biskupów, takie jak struktura metropolitalna — nie wspominając o każdej diecezji — powinny pulsować w pełnej świadomości własnej tożsamości, a jednocześnie własnej oryginalności w powszechnej jedności Kościoła. Ten sam duch współpracy i wspólnej odpowiedzialności rozprzestrzenia się również wśród kapłanów, co potwierdzają liczne rady kapłanów, które powstały od czasu Soboru. Duch ten rozprzestrzenił się również wśród świeckich, nie tylko wzmacniając już istniejące organizacje apostolstwa świeckiego, ale także tworząc nowe, które często mają inny zarys i doskonałą dynamikę. Ponadto świeccy świadomi swojej odpowiedzialności za Kościół chętnie zaangażowali się we współpracę z pasterzami i przedstawicielami instytutów życia konsekrowanego, w sferach synodów diecezjalnych i rad duszpasterskich w parafiach i diecezjach.
Muszę pamiętać o tym wszystkim na początku mojego pontyfikatu jako powód do dziękczynienia Bogu, za gorące zachęcanie wszystkich moich braci i siostry i do przypomnienia z serdeczną wdzięcznością dzieło Soboru Watykańskiego II i moich wielkich poprzedników, którzy wprowadzili w ruch ten nowy przypływ życia dla Kościoła, ruch znacznie silniejszy niż objawy wątpliwości, upadku i kryzysu.
6. Droga do jedności chrześcijan
Co mam powiedzieć o wszystkich inicjatywach, które wywodzą się z nowej orientacji ekumenicznej? Niezapomniany papież Jan XXIII przedstawił problem jedności chrześcijan z ewangeliczną jasnością jako prostą konsekwencję woli samego Jezusa Chrystusa, naszego Mistrza, woli, którą Jezus wielokrotnie wyrażał, ale którą wyraził w szczególny sposób w swojej modlitwie w Sali Górnej w noc przed śmiercią: „Modlę się... Ojcze... aby wszyscy byli jednym” 18. Sobór Watykański II zwięźle odpowiedział na ten wymóg swoim dekretem w sprawie ekumenizmu. Papież Paweł VI, korzystając z działalności Sekretariatu ds. Wspierania Jedności Chrześcijan, rozpoczął pierwsze trudne kroki na drodze do osiągnięcia tej jedności. Czy daleko poszliśmy tą drogą? Nie chcąc udzielić szczegółowej odpowiedzi, możemy powiedzieć, że dokonaliśmy prawdziwych i ważnych postępów. I jedno jest pewne: pracowaliśmy z wytrwałością i konsekwentnością, a także przedstawiciele innych Kościołów i Wspólnot chrześcijańskich zaangażowali się razem z nami, za co jesteśmy im serdecznie wdzięczni. Jest również pewne, że w obecnej sytuacji historycznej chrześcijaństwa i świata jedyną możliwością wypełnienia powszechnej misji Kościoła w kwestiach ekumenicznych jest poszukiwanie szczerego, wytrwałego, pokornego i odważnego poszukiwania dróg zbliżania się i zjednoczenia. Papież Paweł VI dał nam swój osobisty przykład. Musimy zatem dążyć do jedności, nie zniechęcając się trudnościami, które mogą się pojawiać lub gromadzić na tej drodze; w przeciwnym razie bylibyśmy niewierni słowu Chrystusa, nie udało nam się wypełnić Jego testamentu. Czy mamy prawo podjąć takie ryzyko?
Są ludzie, którzy w obliczu trudności lub dlatego, że uważają, że pierwsze ekumeniczne przedsięwzięcia przyniosły negatywne skutki, chcieliby się cofnąć. Niektórzy wyrażają nawet opinię, że te wysiłki są szkodliwe dla sprawy Ewangelii, prowadzą do dalszego zerwania Kościoła, powodują zamieszanie idei w kwestiach wiary i moralności i kończą się specyficznym niedyferentyzmem. Być może dobrze, że rzecznicy tych opinii powinni wyrazić swoje obawy. Jednak również w tym zakresie należy zachować prawidłowe limity. Jest oczywiste, że ten nowy etap życia Kościoła wymaga od nas wiary, która jest szczególnie świadoma, głęboka i odpowiedzialna. Prawdziwa działalność ekumeniczna oznacza otwartość, zbliżenie się, gotowość do dialogu i wspólne badanie prawdy w pełnym sensie ewangelicznym i chrześcijańskim, ale w żaden sposób nie oznacza rezygnacji lub w jakikolwiek sposób umniejszania skarbów Boskiej prawdy, które Kościół nieustannie wyznał i nauczał. Wszystkim, którzy z jakiegokolwiek powodu chcieliby odwieść Kościół od poszukiwania powszechnej jedności chrześcijan, należy ponownie postawić pytanie: Czy mamy prawo tego nie czynić? Czy mimo wszelkiej ludzkiej słabości i błędów minionych stuleci możemy nie ufać w łaskę naszego Pana, która została niedawno objawiona przez to, co Duch Święty powiedział i słyszeliśmy podczas Soboru? Gdybyśmy tak zrobili, zaprzeczylibyśmy prawdzie o nas samych, którą tak wymownie wyraził Apostoł: „Z łaski Bożej jestem tym, czym jestem, a Jego łaska wobec mnie nie poszła na marne” 19.
To, co właśnie powiedzieliśmy, należy również zastosować — choć w inny sposób i z należytą różnicą — do działania na rzecz zbliżania się do przedstawicieli religii niechrześcijańskich, działania wyrażanego poprzez dialog, kontakty, wspólną modlitwę, badanie skarbów ludzkiej duchowości, w której, jak dobrze wiemy, nie brakuje również członków tych religii. Czyż nie zdarza się czasami, że mocna wiara wyznawców religii niechrześcijańskich — wiara będąca także efektem Ducha Prawdy działającego poza widzialnymi granicami ciała mistycznego — może sprawić, że chrześcijanie są często skłonni do wątpienia w prawdy objawione przez Boga i głoszone przez Kościół i tak skłonni do rozluźnienia zasad moralnych i otwierania drogi do etycznej permisywności? Szlachetną rzeczą jest mieć predyspozycje do zrozumienia każdego człowieka, analizowania każdego systemu i uznania tego, co słuszne; wcale nie oznacza to utraty pewności co do własnej wiary 20 lub osłabienia zasad moralności, których brak wkrótce stanie się odczuwalny w życiu całych społeczeństw, poza tym godnymi pożałowania konsekwencjami.
II. TAJEMNICA ODKUPIENIA
7. W tajemnicy Chrystusa
Choć drogi, którymi postawił Kościół Sobór tego stulecia, drogi wskazane przez zmarłego papieża Paweła VI w swojej pierwszej encyklice, będą przez długi czas drogami, którymi wszyscy musimy podążać, możemy jednocześnie słusznie zapytać na tym nowym etapie: Jak, w jaki sposób powinniśmy postępować? Co powinniśmy zrobić, aby to nowe nadejście Kościoła związane z zbliżającym się końcem drugiego tysiąclecia przybliżyło nas do Tego, którego Pismo Święte nazywa „Ojcem Wiecznym”, Pater futuri saeculi 21? To jest fundamentalne pytanie, które nowy Papież musi sobie postawić, przyjmując w duchu posłuszeństwa w wierze wezwanie odpowiadające przykazaniu, które Chrystus kilkakrotnie dał Piotrowi: „Nakarm moje baranki” 22, co oznacza: „Bądź pasterzem mojego owczaru, i znowu: „A kiedy się nawrócisz, umacnijcie swoich braci” 23.
Na to pytanie, drodzy bracia, synowie i córki, należy udzielić fundamentalnej i zasadniczej odpowiedzi. Nasza odpowiedź musi brzmieć: Nasz duch jest skierowany w jednym kierunku, jedynym kierunkiem naszego intelektu, woli i serca jest w kierunku Chrystusa, naszego Odkupiciela, do Chrystusa, Odkupiciela człowieka. Chcemy spojrzeć na Niego, ponieważ nie ma zbawienia w nikim innym, jak tylko w nim, Synu Bożym, powtarzając to, co powiedział Piotr: „Panie, do kogo pójdziemy? Masz słowa życia wiecznego” 24.
Przez świadomość Kościoła, którą Sobór znacząco rozwinął, poprzez wszystkie poziomy tej samoświadomości i przez wszystkie dziedziny działalności, w których Kościół wyraża się, znajduje i potwierdza, musimy nieustannie dążyć do Tego, „który jest głową” 25, „przez którego wszystko jest i przez kogo istniejemy” 26, który jest zarówno „drogą, jak i prawdą” 27 i „zmartwychwstaniem i życiem” 28, widząc kogo widzimy Ojca 29, który musiał odejść od nas 30 - to znaczy przez swoją śmierć na krzyżu, a potem przez Wniebowstąpienie do nieba, aby Radca przyszedł do nas i nadal przychodził do nas jako Duch prawdy 31. W Nim są „wszystkie skarby mądrości i wiedzy” 32, a Kościół jest Jego Ciałem 33. „Przez swój związek z Chrystusem Kościół jest swego rodzaju sakramentem lub znakiem i środkiem bliskiej jedności z Bogiem i jedności całej ludzkości” 34, a źródłem tego jest On sam, On sam, Odkupiciel.
Kościół nie przestaje słuchać jego słów. Nieustannie je czyta. Z największym oddaniem rekonstruuje każdy szczegół jego życia. Słowa te słuchają także niechrześcijanie. Życie Chrystusa przemawia także do wielu, którzy nie potrafią powtórzyć z Piotrem: „Ty jesteś Chrystusem, Synem Boga żywego” 35. On, Syn Boga żywego, przemawia do ludzi także jako Człowiek: mówi Jego życie, Jego człowieczeństwo, Jego wierność prawdzie, Jego wszechstronna miłość. Co więcej, jego śmierć na krzyżu mówi — to znaczy o niezgłębionej głębi jego cierpienia i porzucenia. Kościół nigdy nie przestaje przeżywać swojej śmierci na krzyżu i zmartwychwstania, które stanowią treść codziennego życia Kościoła. Rzeczywiście, na polecenie samego Chrystusa, Jej Mistrza, Kościół nieustannie sprawuje Eucharystię, znajdując w niej „źródło życia i świętości” 36, skuteczny znak łaski i pojednania z Bogiem oraz przyrzeczenie życia wiecznego. Kościół żyje swoją tajemnicą, czerpie z niej nieustannie i nieustannie szuka sposobów, aby tę tajemnicę swego Mistrza i Pana przekazać ludzkości — ludom, narodom, następnym pokoleniom i każdemu człowiekowi — tak, jakby zawsze powtarzał, jak to uczynił apostoł: „Postanowiłem bowiem poznać między wami nic poza Jezusem Chrystusem i Jego ukrzyżowanym” 37. Kościół pozostaje w sferze tajemnicy Odkupienia, która stała się podstawową zasadą jego życia i misji.
8. Odkupienie jako nowe stworzenie
Odkupicielu świata! W Nim ukazała się w nowy i bardziej cudowny sposób podstawowa prawda o stworzeniu, o której świadczy Księga Rodzaju, powtarzając kilka razy: „Bóg widział, że jest dobre” 38. Dobro ma swoje źródło w Mądrości i Miłości. W Jezusie Chrystusie widzialny świat, który Bóg stworzył dla człowieka 39 - świat, który, gdy wszedł grzech, „był poddany daremności” 40 - odzyskuje ponownie swój pierwotny związek z boskim źródłem Mądrości i Miłości. Zaprawdę, „Bóg tak umiłował świat, że dał swego jednorodzonego Syna” 41. Jak to ogniwo zostało zerwane w człowieku Adamie, tak i w człowieku Chrystusie zostało ono odnowione 42. Czyż my, w XX wieku, nie jesteśmy przekonani o potężnie wymownych słowach Apostoła Pogan dotyczących „stworzenia (które) do tej pory jęczyło razem w trudnościach” 43 i „czeka z gorliwą tęsknotą na objawienie synów Bożych” 44, stworzenia, które „zostało poddane daremności”? Czyż nieznany dotąd ogromny postęp — który miał miejsce szczególnie w ciągu tego stulecia — na polu panowania człowieka nad samym światem nie ujawnia — do nieznanego wcześniej stopnia — tego wielorakiego poddania się „daremności”? Wystarczy przypomnieć pewne zjawiska, takie jak zagrożenie zanieczyszczeniem środowiska naturalnego na obszarach szybkiej industrializacji, nieustannie wybuchające konflikty zbrojne, perspektywy samozniszczenia poprzez użycie broni atomowej, wodorowej, neutronowej i podobnej, lub brak szacunku dla życia nienarodzonego. Świat nowej ery, świat lotów kosmicznych, świat dotychczas nieosiągniętych podbojów nauki i techniki — czyż nie jest to również świat „jęczący w trudnościach” 45, który „czeka z gorliwą tęsknotą na objawienie synów Bożych” 46?
W swojej przenikliwej analizie „współczesnego świata” Sobór Watykański II osiągnął ten najważniejszy punkt świata widzialnego, jakim jest człowiek, przenikając jak Chrystus głębię ludzkiej świadomości i nawiązując kontakt z wewnętrzną tajemnicą człowieka, którą w języku biblijnym i niebiblijnym wyraża słowo „serce”. Chrystus, Odkupiciel świata, jest tym, który przeniknął w niepowtarzalny sposób w tajemnicę człowieka i wszedł do jego „serca”. Dlatego też Sobór Watykański II słusznie naucza: „Prawda jest taka, że tylko w tajemnicy Słowa Wcielonego przyjmuje światło tajemnica człowieka. Bo Adam, pierwszy człowiek, był typem tego, który miał przyjść (Rz 5, 14), Chrystus Pan. Chrystus, nowy Adam, w samym objawieniu tajemnicy Ojca i Jego miłości, w pełni objawia człowieka samemu sobie i ujawnia Jego najwyższe powołanie. Sobór kontynuuje: „Ten, który jest „obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1,15), sam jest doskonałym człowiekiem, który przywrócił w dzieciach Adama podobieństwo do Boga, które było oszpecone od czasu pierwszego grzechu. Natura ludzka, przez sam fakt, który został w Nim przyjęty, a nie pochłonięty, została w nas również wychowana do godności nieporównywalnej. Albowiem przez swoje Wcielenie On, syn Boży, w pewien sposób zjednoczył się z każdym człowiekiem. Pracował ludzkimi rękami, myślał ludzkim umysłem. Działał z ludzką wolą i ludzkim sercem, które kochał. Zrodzony z Dziewicy Maryi, naprawdę stał się jednym z nas, podobny do nas we wszystkim oprócz grzechu” 47, on, Odkupiciel człowieka.
9. Boski wymiar tajemnicy Odkupienia
Kiedy ponownie zastanawiamy się nad tym zdumiewającym tekstem nauczania Soboru, nie zapominamy nawet na chwilę, że Jezus Chrystus, Syn Boga żywego, stał się naszym pojednaniem z Ojcem 48. To on był i tylko On, który zaspokoił wieczną miłość Ojca, to ojcostwo, które od początku znalazło wyraz w tworzeniu świata, dając człowiekowi wszystkie bogactwa stworzenia i czyniąc go „niewiele mniejszym od Boga” 49, ponieważ został stworzony „na obraz i na podobieństwo Boga” 50. On i tylko on również zaspokoił to ojcostwo Boże i miłość, którą człowiek w pewien sposób odrzucił, łamiąc pierwsze Przymierze 51 i późniejsze przymierza, które Bóg „raz po raz ofiarował człowiekowi” 52. Odkupienie świata, ta ogromna tajemnica miłości, w której odnawiane jest stworzenie 53, jest u najgłębszych korzeni pełnią sprawiedliwości w ludzkim Sercu — Sercu Pierworodnego Syna, aby stało się sprawiedliwością w sercach wielu istot ludzkich, predestynowanych od wieczności w Pierworodnym Synu do bycia dziećmi Bożymi 54 i powołanych do łaski, powołanych do miłości. Krzyż na Kalwarii, przez który Jezus Chrystus - Człowiek, Syn Najświętszej Maryi Panny, uważany za syna Józefa z Nazarety - „opuszcza” ten świat, jest także świeżą manifestacją wiecznego ojcostwa Boga, który w Nim zbliża się ponownie do ludzkości, do każdego człowieka, dając mu trzykrotnie świętego „Ducha prawdy” 55.
To objawienie Ojca i wylanie Ducha Świętego, które opieczętują nieusuwalną pieczęć na tajemnicy Odkupienia, wyjaśniają znaczenie krzyża i śmierci Chrystusa. Bóg stworzenia objawia się jako Bóg odkupienia, jako Bóg „wierny sobie” 56 i wierny swojej miłości do człowieka i świata, którą objawił w dniu stworzenia. Jest miłością, która nie wycofuje się przed niczym, czego wymaga od niego sprawiedliwość. Dlatego „dla nas uczynił Go (Syna) grzechem, który nie znał grzechu” 57. Jeśli „uczynił grzechem” tego, który nie miał żadnego grzechu, miał objawić miłość, która jest zawsze większa od całego stworzenia, miłość, którą jest On sam, ponieważ „Bóg jest miłością” 58. Przede wszystkim miłość jest większa niż grzech, niż słabość, niż „daremność stworzenia” 59, jest silniejsza niż śmierć; jest to miłość zawsze gotowa wzbudzać i przebaczać, zawsze gotowa pójść na spotkanie z synem marnotrawnym, zawsze szukającą „objawienia synów Bożych” 61, którzy są powołani do chwały, która ma się objawić” 62. To objawienie miłości jest również opisane jako miłosierdzie 63; a w dziejach człowieka to objawienie miłości i miłosierdzia przybrało formę i imię: Jezusa Chrystusa.
10. Ludzki wymiar tajemnicy Odkupienia
Człowiek nie może żyć bez miłości. Pozostaje istotą niezrozumiałą dla siebie, jego życie jest bezsensowne, jeśli miłość nie jest mu objawiona, jeśli nie spotyka miłości, jeśli nie doświadczy jej i nie uczyni jej własną, jeśli nie uczestniczy w niej ściśle. Właśnie dlatego, jak już powiedziano, Chrystus Odkupiciel „w pełni objawia człowieka samemu sobie”. Jeśli możemy użyć tego wyrażenia, jest to ludzki wymiar tajemnicy Odkupienia. W tym wymiarze człowiek znów znajduje wielkość, godność i wartość, które należą do jego człowieczeństwa. W tajemnicy Odkupienia człowiek staje się nowo „wyrażany” i w pewien sposób zostaje nowo stworzony. On jest nowo stworzony! „Nie ma ani Żyda, ani Greka, nie ma ani niewolnika, ani wolnego, nie ma ani mężczyzny, ani kobiety; ponieważ wszyscy jesteście jednym w Chrystusie Jezusie” 64. Człowiek, który chce dogłębnie zrozumieć siebie — a nie tylko zgodnie z bezpośrednimi, częściowymi, często powierzchownymi, a nawet iluzorycznymi standardami i miarami swego istnienia — musi ze swoim niepokojem, niepewnością, a nawet swoją słabością i grzesznością, wraz ze swoim życiem i śmiercią, zbliżyć się do Chrystusa. Musi on, że tak powiem, wejść w Niego z całą swoją własną jaźnią, musi „przyswoić” i przyswoić sobie całą rzeczywistość Wcielenia i Odkupienia, aby odnaleźć siebie. Jeśli ten głęboki proces zachodzi w Nim, przynosi owoc nie tylko adoracji Boga, ale także głębokiego zdumienia nad sobą. Jakże cenny musi być człowiek w oczach Stwórcy, jeśli „zyskał tak wielkiego Odkupiciela” 65 i jeśli Bóg „dał swego jedynego Syna „, aby człowiek „nie zginął, ale miał życie wieczne” 66.
W rzeczywistości nazwą tego głębokiego zdumienia wartością i godnością człowieka jest Ewangelia, to znaczy Dobra Nowina. Nazywa się to także chrześcijaństwem. To zdumienie determinuje misję Kościoła w świecie, a może nawet bardziej „we współczesnym świecie”. To zdumienie, które jest również przekonaniem i świadectwem — u swoich najgłębszych korzeni jest pewność wiary, ale w ukryty i tajemniczy sposób ożywia każdy aspekt autentycznego humanizmu — jest ściśle związane z Chrystusem. Ustala także miejsce Chrystusa — że tak powiem, jego szczególne prawo do obywatelstwa — w dziejach człowieka i ludzkości. Nieustannie rozważając całą tajemnicę Chrystusa, Kościół wie z całą pewnością wiary, że Odkupienie dokonane przez Krzyż definitywnie przywróciło człowiekowi godność i przywróciło sens jego życiu na świecie, sens, który został w znacznym stopniu utracony z powodu grzechu. I dlatego Odkupienie dokonało się w tajemnicy paschalnej, prowadzącej przez krzyż i śmierć do zmartwychwstania.
Podstawową funkcją Kościoła w każdym wieku, a szczególnie w naszym, jest skierowanie ludzkiego spojrzenia, skierowanie świadomości i doświadczenia całej ludzkości ku tajemnicy Boga, pomaganie wszystkim ludziom poznać głębię Odkupienia dokonującego się w Chrystusie Jezusie. Jednocześnie zaangażowana jest najgłębsza sfera człowieka — mamy na myśli sferę ludzkich serc, sumień i wydarzeń.
11. Tajemnica Chrystusa jako podstawa misji Kościoła i chrześcijaństwa
Sobór Watykański II wykonał ogromną pracę, aby uformować tę pełną i powszechną świadomość Kościoła, o której pisał papież Paweł VI w swojej pierwszej encyklice. Ta świadomość — a raczej samoświadomość — przez Kościół kształtuje się w dialogu i zanim ten dialog stanie się rozmową, należy zwrócić uwagę na „drugiego”, to znaczy na osobę, z którą chcemy rozmawiać. Sobór Ekumeniczny dał fundamentalny impuls do kształtowania samoświadomości Kościoła, przedstawiając nam tak adekwatnie i kompetentnie spojrzenie na ziemski świat jako mapę różnych religii. Pokazał ponadto, że ta mapa religii świata nałożyła na nią, w nieznanych wcześniej warstwach typowych dla naszych czasów, zjawisko ateizmu w różnych jego formach, począwszy od ateizmu, który jest zaprogramowany, zorganizowany i zorganizowany jako system polityczny.
Jeśli chodzi o religię, to chodzi przede wszystkim o religię jako zjawisko uniwersalne związane z historią człowieka od początku, potem różne religie niechrześcijańskie, a wreszcie samo chrześcijaństwo. Dokument Soboru w szczególności dotyczący religii niechrześcijańskich jest pełen głębokiego szacunku dla wielkich wartości duchowych, a wręcz prymatu tego, co duchowe, które w życiu ludzkości znajduje wyraz w religii, a następnie w moralności, z bezpośrednim wpływem na całą kulturę. Ojcowie Kościoła słusznie widzieli w różnych religiach tak wiele refleksji jednej prawdy, „ziaren Słowa” 67, świadcząc, że choć wybrane drogi mogą być różne, istnieje tylko jeden cel, do którego skierowane jest najgłębsze dążenie ducha ludzkiego wyrażone w jego dążeniu do Boga, poprzez dążenie do Boga, do pełnego wymiaru jego człowieczeństwa, innymi słowy, pełnego sens ludzkiego życia. Sobór zwrócił szczególną uwagę na religię żydowską, przypominając o wielkim dziedzictwie duchowym wspólnym dla chrześcijan i Żydów. Wyraził także szacunek dla wyznawców islamu, których wiara również odnosi się do Abrahama 68.
Otwarcie dokonane przez Sobór Watykański II pozwoliło Kościołowi i wszystkim chrześcijanom osiągnąć pełniejszą świadomość tajemnicy Chrystusa, „tajemnicy ukrytej przez wieki” 69 w Bogu, która ma być objawiana w czasie w Człowieku Jezusie Chrystusie i objawiana nieustannie w każdym czasie. W Chrystusie i przez Chrystusa Bóg objawił się w pełni ludzkości i ostatecznie się do niej zbliżył; jednocześnie w Chrystusie i przez Chrystusa człowiek nabrał pełnej świadomości swojej godności, wysokości, na które został wzniesiony, przewyższającej wartości swego człowieczeństwa i sensu swego istnienia.
Dlatego wszyscy, którzy jesteśmy naśladowcami Chrystusa, musimy się spotkać i zjednoczyć wokół Niego. Ta jedność w różnych dziedzinach życia, tradycji, struktur i dyscypliny poszczególnych Kościołów chrześcijańskich i wspólnot kościelnych nie może być osiągnięta bez skutecznej pracy zmierzającej do wzajemnego poznania się i usuwania przeszkód stojących na drodze do doskonałej jedności. Jednakże możemy i musimy natychmiast dotrzeć i pokazać światu naszą jedność w głoszeniu tajemnicy Chrystusa, w objawianiu boskiego wymiaru, a także ludzkiego wymiaru Odkupienia, i walcząc z nieustanną wytrwałością o godność, jaką każda istota ludzka osiągnęła i może nieustannie osiągnąć w Chrystusie, a mianowicie godność zarówno łaski Bożej adopcji, jak i wewnętrznej prawdy ludzkości, prawdy, która - jeśli posiada we wspólnej świadomości współczesnego świata otrzymały tak fundamentalne znaczenie - dla nas jest to jeszcze wyraźniejsze w świetle Rzeczywistość, którą jest Jezus Chrystus.
Jezus Chrystus jest stałą zasadą i stałym centrum misji, którą sam Bóg powierzył człowiekowi. Wszyscy musimy uczestniczyć w tej misji i skoncentrować na niej wszystkie nasze siły, ponieważ jest ona bardziej potrzebna niż kiedykolwiek dla współczesnej ludzkości. Jeśli ta misja wydaje się obecnie spotykać z większym sprzeciwem niż kiedykolwiek wcześniej, pokazuje to, że dziś jest bardziej potrzebna niż kiedykolwiek i, pomimo sprzeciwu, bardziej oczekiwana niż kiedykolwiek. Dotykamy tu pośrednio tajemnicę boskiej „ekonomii”, która łączyła zbawienie i łaskę z krzyżem. Nie bez powodu Chrystus powiedział, że „królestwo niebieskie doznało przemocy, a ludzie przemocy przyjmują je siłą” 70, a ponadto, że „dzieci tego świata są bardziej bystre... niż dzieci życia” 71. Chętnie przyjmujemy tę naganę, abyśmy mogli być jak „brutalny lud Boży „, który tak często widzieliśmy w historii Kościoła i widzimy do dziś, i abyśmy świadomie przyłączyli się do wielkiej misji objawienia Chrystusa światu, pomagania każdemu odnaleźć się w Chrystusie i pomagać współczesnym pokoleniom naszych braci i sióstr, narodom, państwom, ludzkości, krajom rozwijającym się i krajom bogactwa. pomagając każdemu poznać „niezbadane bogactwa Chrystusa” 72, ponieważ te bogactwa Są dla każdego człowieka i są własnością każdego.
12. Misja Kościoła i wolność człowieka
W tej jedności misyjnej, o której decyduje przede wszystkim sam Chrystus, wszyscy chrześcijanie muszą znaleźć to, co już ich jednoczy, jeszcze przed osiągnięciem pełnej komunii. To jest jedność apostolska i misyjna, jedność misyjna i apostolska. Dzięki tej jedności możemy wspólnie zbliżyć się do wspaniałego dziedzictwa ludzkiego ducha, które przejawiało się we wszystkich religiach, jak mówi Deklaracja Soboru Watykańskiego II Nostra aetate 73. Pozwala nam również zbliżyć się do wszystkich kultur, do wszystkich ideologicznych koncepcji, do wszystkich ludzi dobrej woli. Podchodzimy do nich z szacunkiem, szacunkiem i rozeznaniem, które od czasów Apostołów wyznaczały postawę misyjną, postawę misjonarza. Wystarczy wspomnieć św. Pawła i, na przykład, jego przemówienie w Areopagu w Atenach 74. Postawa misyjna zaczyna się zawsze od poczucia głębokiego szacunku dla „tego, co jest w człowieku” 75, do tego, co sam człowiek wypracował w głębi swego ducha w odniesieniu do najgłębszych i najważniejszych problemów. Chodzi o poszanowanie wszystkiego, co zostało w nim sprowadzone przez Ducha, który „wieje tam, gdzie chce” 76. Misja nigdy nie jest zniszczeniem, ale jest to zabierający i świeży budynek, nawet jeśli w praktyce nie zawsze istniała pełna zgodność z tym wysokim ideałem. I dobrze wiemy, że nawrócenie rozpoczęte przez misję jest dziełem łaski, w którym człowiek musi w pełni odnaleźć siebie na nowo.
Dlatego Kościół w naszych czasach przywiązuje wielką wagę do wszystkiego, co mówi Sobór Watykański II w swojej Deklaracji o wolności religijnej, zarówno pierwszej, jak i drugiej części dokumentu 77. Dostrzegamy głęboko, że prawda objawiona nam przez Boga nakłada na nas obowiązek. W szczególności mamy wielkie poczucie odpowiedzialności za tę prawdę. Przez instytucję Chrystusa Kościół jest jego opiekunem i nauczycielem, będąc obdarzony wyjątkową pomocą Ducha Świętego, aby go strzegł i nauczał w jego najdokładniejszej integralności 78. Wypełniając tę misję, patrzymy na samego Chrystusa, pierwszego ewangelizatora 79, a także na Jego Apostołów, męczenników i spowiedników. Deklaracja o wolności religijnej pokazuje nam przekonująco, że kiedy Chrystus i po Nim Jego apostołowie głoszą prawdę, która nie pochodzi od ludzi, ale od Boga („Moje nauczanie nie jest moje, ale Jego, który mnie posłał” 80, to znaczy Ojca), zachowują, działając z pełną mocą ducha, głęboki szacunek dla człowieka, jego intelektu, woli, sumienia i wolności 81. W ten sposób sama godność osoby ludzkiej staje się częścią treści tego ogłoszenia, włączając ją niekoniecznie w słowach, ale przez stosunek do niej. Taka postawa wydaje się odpowiadać szczególnym potrzebom naszych czasów. Ponieważ prawdziwa wolność człowieka nie znajduje się we wszystkim, co różne systemy i jednostki postrzegają i propagują jako wolność, Kościół, dzięki swojej boskiej misji, staje się tym bardziej strażnikiem tej wolności, która jest warunkiem i podstawą prawdziwej godności osoby ludzkiej.
Jezus Chrystus spotyka człowieka każdego wieku, w tym naszego, tymi samymi słowami: „Poznacie prawdę, a prawda was uwolni” 82. Słowa te zawierają zarówno podstawowy wymóg, jak i ostrzeżenie: wymóg uczciwej relacji w odniesieniu do prawdy jako warunku autentycznej wolności oraz ostrzeżenie, by unikać wszelkiego rodzaju iluzorycznej wolności, każdej powierzchownej wolności jednostronnej, każdej wolności, która nie wkracza w całą prawdę o człowieku i świecie. Również dzisiaj, nawet po dwóch tysiącach lat, widzimy Chrystusa jako Tego, który przynosi człowiekowi wolność opartą na prawdzie, uwalnia człowieka od tego, co ogranicza, umniejsza i niejako zrywa tę wolność u jej korzeni, w duszy człowieka, jego sercu i sumieniu. Jakże zdumiewające potwierdzenie tego są i nadal dają ci, którzy dzięki Chrystusowi i w Chrystusie osiągnęli prawdziwą wolność i objawiali ją nawet w sytuacjach zewnętrznych ograniczeń!
Kiedy sam Jezus Chrystus ukazał się jako więzień przed trybunałem Piłata i został przesłuchany przez niego w sprawie oskarżenia przedstawicieli Sanhedrynu, czyż nie odpowiedział: „Dla tego się urodziłem i dla tego przyszedłem na świat, aby dawać świadectwo prawdzie” 83? To było tak, jakby tymi słowami wypowiedzianymi przed sędzią w decydującym momencie ponownie potwierdził to, co powiedział wcześniej: „Poznasz prawdę, a prawda cię uwolni”. Czy w ciągu tylu wieków, tak wielu pokoleń, począwszy od czasów apostołów, nie często sam Jezus Chrystus pojawiał się u boku ludzi osądzonych ze względu na prawdę? Czyż nie poszedł na śmierć z ludźmi skazanymi ze względu na prawdę? Czy kiedykolwiek przestaje być stałym rzecznikiem i orędownikiem osoby, która żyje „w duchu i prawdzie” 84? Tak jak On nie przestaje być nim przed Ojcem, tak jest nim także w odniesieniu do historii człowieka. Z kolei Kościół, pomimo wszystkich słabości, które są częścią jego ludzkiej historii, nie przestaje iść za Tym, który powiedział: „Nadchodzi godzina, a teraz jest, kiedy prawdziwi czciciele będą czcić Ojca w duchu i prawdzie, bo takich Ojciec stara się Go czcić. Bóg jest duchem, a ci, którzy Go czczą, muszą oddawać cześć w duchu i prawdzie” 85.
III. ODKUPIONY CZŁOWIEK I JEGO SYTUACJA WE WSPÓŁCZESNYM ŚWIECIE
13. Chrystus zjednoczył się z każdym człowiekiem
Kiedy przenikamy przez nieustannie i szybko rosnące doświadczenie rodziny ludzkiej w tajemnicę Jezusa Chrystusa, rozumiemy z większą jasnością, że u podstaw wszystkich tych dróg musi podążać Kościół naszych czasów, zgodnie z mądrością papieża Pawła VI86, jedna droga: jest to droga, która przetrwała próbę wieków i jest także drogą przyszłości. Chrystus Pan wskazał tę drogę szczególnie wtedy, gdy, jak naucza Sobór, „przez swoje Wcielenie, On, Syn Boży, w pewien sposób zjednoczył się z każdym człowiekiem” 87. Kościół postrzega zatem swoje fundamentalne zadanie w umożliwianiu nieustannej realizacji i odnawiania tej jedności. Kościół pragnie służyć temu jedynemu celowi: aby każdy mógł odnaleźć Chrystusa, aby Chrystus mógł kroczyć z każdym człowiekiem drogą życia, z mocą prawdy o człowieku i świecie zawartą w tajemnicy Wcielenia i Odkupienia, oraz z mocą miłości, którą promieniuje ta prawda. Na tle ciągle narastających procesów historycznych, które w dzisiejszych czasach wydają się mieć skutki zwłaszcza w sferach różnych systemów, ideologicznych koncepcji świata i reżimów, Jezus Chrystus staje się w pewnym sensie nowo obecny, pomimo wszystkich pozornych nieobecności, pomimo wszelkich ograniczeń obecności i działalności instytucjonalnej Kościoła. Jezus Chrystus staje się obecny z mocą prawdy i miłością, które wyrażają się w Nim z wyjątkową niepowtarzalną pełnią, pomimo krótkości jego życia na ziemi i jeszcze większej krótkości jego działalności publicznej.
Jezus Chrystus jest główną drogą dla Kościoła. On sam jest naszą drogą „do domu Ojca” 88 i jest drogą do każdego człowieka. Na tej drodze prowadzącej od Chrystusa do człowieka, na tej drodze, na której Chrystus jednoczy się z każdym człowiekiem, nikt nie może powstrzymać Kościoła. Jest to wymóg doczesnego dobrobytu człowieka i jego wiecznego dobrobytu. Z uwagi na Chrystusa i w świetle tajemnicy, która stanowi życie Kościoła, Kościół nie może pozostać niewrażliwy na to, co służy prawdziwemu dobrobytowi człowieka, nie może pozostać obojętny na to, co mu zagraża. W różnych fragmentach swoich dokumentów Sobór Watykański II wyraził fundamentalną troskę Kościoła o to, by życie w „świecie było bardziej zgodne z godnością przewyższającą ludzką” 89, aby uczynić to życie „coraz bardziej ludzkim” 90. Taka jest troska samego Chrystusa, dobrego Pasterza wszystkich ludzi. W imię tej troski, jak czytamy w konstytucji duszpasterskiej Soboru, „Kościoła nie wolno w żaden sposób mylić ze wspólnotą polityczną ani wiązać się z żadnym systemem politycznym. Jest ona zarazem znakiem i ochroną transcendencji osoby ludzkiej” 91.
W związku z tym chodzi tu o człowieka w całej swojej prawdzie, w jego pełnej wielkości. Nie mamy do czynienia z człowiekiem „abstrakcyjnym”, ale prawdziwym, „konkretnym”, „historycznym” człowiekiem. Mamy do czynienia z „każdym” człowiekiem, ponieważ każdy jest włączony w tajemnicę Odkupienia i z każdym z nich Chrystus zjednoczył się na wieki przez tę tajemnicę. Każdy człowiek przychodzi na świat przez poczęcie w łonie matki i rodząc się z matki, i właśnie dzięki tajemnicy Odkupienia zostaje powierzony trosce Kościoła. Jej troska dotyczy całego człowieka i koncentruje się na nim w zupełnie szczególny sposób. Przedmiotem jej troski jest człowiek w swojej wyjątkowej, niepowtarzalnej ludzkiej rzeczywistości, która zachowuje w nienaruszonym stanie obraz i podobieństwo samego Boga 92. Sobór zwraca uwagę na ten fakt, gdy, mówiąc o tym podobieństwie, przypomina, że „człowiek jest jedynym stworzeniem na ziemi, którego Bóg chciał dla siebie” 93. Człowiek jako „zechciany” przez Boga, jako „wybrany” przez Niego od wieczności i powołany, przeznaczony do łaski i chwały — to jest „każdy” człowiek, „najbardziej konkretny” człowiek, „najbardziej realny”; jest to człowiek w całej pełni tajemnicy, w której stał się uczestnikiem Jezusa Chrystusa, tajemnica, w której każdy z czterech tysięcy milionów istot ludzkich żyjących na naszej planecie stał się uczestnikiem od chwili Został poczęty pod sercem swojej matki.
14. Kościół bowiem wszystkie drogi prowadzą do człowieka
Kościół nie może porzucić człowieka, ponieważ jego „przeznaczenie”, to znaczy jego wybór, powołanie, narodziny i śmierć, zbawienie lub zagubienie, są tak ściśle i nierozerwalnie związane z Chrystusem. Mówimy dokładnie o każdym człowieku na tej planecie, tej ziemi, którą Stwórca dał pierwszemu człowiekowi, mówiąc mężczyźnie i kobietom: „Poddajcie je i panujcie” 94. Każdy człowiek w całej niepowtarzalnej rzeczywistości tego, czym jest i co robi, swojego intelektu i woli, sumienia i serca. Człowiek, który w swojej rzeczywistości ma, ponieważ jest „osobą”, historię swojego życia, która jest jego własna i, co najważniejsze, historię swojej duszy, która jest jego własną. Człowiek, który zgodnie z otwartością swego ducha wewnątrz, a także z wieloma różnorodnymi potrzebami swojego ciała i swego istnienia w czasie, pisze tę swoją osobistą historię poprzez liczne więzy, kontakty, sytuacje i struktury społeczne łączące go z innymi ludźmi, zaczynając to czynić od pierwszego momentu swego istnienia na ziemi, od momentu poczęcia i narodzin. Człowiek w całości